Jedną z potraw piątkowych są jajka, które możemy podać z ziemniakami. Fajnie smakują gdy są świeże ziemniaki z koperkiem. Oczywiście każdy ma swoje ulubione sposoby robienia jaj, ubijania ich, gotowania na miękko czy twardo. Można do tego zrobić sos słodko-kwaśny. Wszystko co tylko się da wymyślić, żeby urozmaicić piątkowy obiad. Zresztą jajka mają tę zaletę, że nawet można je jeść z chlebem lub na chlebie. Ja lubię jajka pół miękkie na chlebie z solą i pieprzem, a jeszcze lepiej gdy jest majonez i trochę keczapu. Oczywiście pamiętać należy, że jajka nie są za zdrową potrawą. Można je jeść w ograniczonej ilości. Szczególnie szkodliwe są żółtka. Co dziwne, że dla zwierząt, zwłaszcza kotów gorszą rzeczą jest białko. Mój kot w ogóle nie lubi białek, a żółtka wcina aż mu się uszy trzęsą. Można więc dla siebie zachować zdrowe białko, a dla kota zdrowe dla niego żółtko. To dobra taktyka. Ale wtedy nie można mieć jajka na miękko. Koty raczej takiego żółtka nie ruszą.
Lubicie pomidory i macie ich dużo. Chcecie do tego urozmaicić kolację dla gości, to najlepszy sposób. Sałatka pomidorowa jest pyszna i ciekawa. Wystarczy pomidory umyć, skórkę naciąć na krzyż lub ponakłuwać widelcem. Włożyć pomidory na kilka minut do gorącej wody, a następnie wyjąć, przestudzić i obrać. Pokroić na ćwiartki, usunąć gniazda nasienia, miąższ pokroić na duże kawałki. Cebulę obrać, pokroić w piórka. Ogórki dokładnie umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem i razem ze skórką pokroić w cienkie plasterki podłużne. Natkę pietruszki i koperek opłukać, osuszyć i listki natki pietruszki oderwać. Koperek drobno posiekać. Plastry ogórka, pomidory i cebulę przełożyć do salaterki i odstawić na około 20 minut gdzieś w chłodne miejsce. W tym czasie robimy sok winegre z octu utartym z cukrem, solą i świeżo zmielonym pieprzem. Stale mieszając, stopniowo dodajemy oliwę i wodę. Mieszać trzepaczką tak długo, aż wszystkie składniki dokładnie się połączą. Wrzucić koperek. Sosem winegre polewamy sałatkę pomidorową, ostrożnie przemieszać.
Wolicie coś bardziej wykwintnego i z orzechami. Polecam tort orzechowy. Masło należy utrzeć z cukrem. Kolejno dodawać żółtka, orzechy, posiekaną czekoladę, mąkę, płatki owsiane i rum. Łączymy z ubitą wcześniej pianą z białek. Ciasto przelewamy do wyłożonej pergaminem tortownicy. Pieczemy 40 minut minimum, w temperaturze 180 stopni. Wystudzone wydrążamy środek ciasta łyżką. Uwaga, żeby nie popsuć. Wydrążony miąższ trzeba pokruszyć. Żelatynę namaczamy i rozpuszczamy podgrzewając. Białą czekoladę stapiamy w gorącej kąpieli wodnej, gorzką posiekać. Śmietanę ubijamy, łączymy z białą czekoladą i żelatyną. Odkładamy 1/3 bitej śmietany, pozostałą część mieszamy z gorzką czekoladą i pokruszonym ciastem. Środek tortu wypełniamy przygotowanym kremem. Można udekorować ciasto odłożoną bitą śmietaną. Koniecznie trzeba całe ciasto dobrze schłodzić. Dopiero wówczas możemy je podać gościom. To dobry przepis na tort urodzinowy. Możemy do niego dodać świeczki dla solenizanta.
Jeśli chcecie zrobić niecodzienny tort, a macie za dużo kaszy mannej, to zapraszam. Zawsze to jakaś odmiana, a goście się nie połapią, bo będą zachwyceni smakiem. Zaczynamy od zagotowania kaszki z mlekiem około 10 minut. Uważajcie, żeby nie przypalić kaszki. Trzeba wciąż ja mieszać. Następnie czekamy aż ostygnie. Kolejny krok to dodanie do kaszki całe jajka. Międzyczasie ucieramy margarynę z cukrem pudrem na masę. Dodajemy kaszkę i sok cytrynowy. Teraz to wszystko mieszamy dokładnie aż będzie jednolita masa. Tortownicę wykładamy biszkoptami, a na nie wylewamy naszą masę. Trochę czekamy aż wszystko stężeje w lodówce, a międzyczasie przygotowujemy galaretkę według przepisu na torebce. Najlepiej zrobić galaretkę z dwóch torebek. Kiedy galaretka ostygnie polewamy nią nasze ciasto i całość znów wkładamy do lodówki aż stężeje nasza galaretka. Możemy udekorować nasz tort jakimiś owocami. Pamiętajmy jednak by one nie wpłynęły na proces tężenia galaretki. Podajemy gościom gdy będzie już wszystko wystarczająco stężone.
Bynajmniej cielak, o którym wam napiszę nie jest zwierzęciem ale ciastem, które wymaga umiarkowanego zaangażowania. Potrzebujemy do tego cukier, olej, jaja, mleko, kakao, dżem, sodę, proszek do pieczenia. Składniki wymieszamy. Najlepiej za pomocą miksera. Uważać należy, by nie zrobić grudek, ale dokładnie zmiksować składniki na najwyższych obrotach maszynki. Międzyczasie robimy drugą warstwę złożoną z sera białego, margaryny, cukru, cukru waniliowego, mąki ziemniaczanej i białek jaj. Oczywiście żółtka będą potrzebne i je wbijamy do pierwszej mieszaniny. Białka natomiast trzeba ubić i dodać do ciasta. Wszystko dokładnie mieszamy. Smarujemy formę i nalewamy najpierw kakaową masę później białą, ale tę tak robiąc kropki. Całość pieczemy w piekarniku przez 50 minut. Po wystygnięciu przygotowujemy polewę czekoladową z margaryny, wody, cukru pudru i kakaa. Polewamy ciasto polewą. Możemy dodać wiórki kokosowe lub inne, w zależności od własnej inwencji. Gdy ciasto i polewa ostygną można podawać gościom i rodzinie.
Wczorajsze ciasto było przyjemną odmianą codziennej szarej rzeczywistości zwykłych obiadów i paluszków na kawę. Czasem taki drobiazg jest wyjątkowy, choć jeśli miałby być codziennie mógłby stać się zwyczajny przez stopienie się w szarą codzienność. Pulchny i czekoladowy, z odrobiną wiórek kokosowych i białego puchu w postaci twarogu. No ok, twaróg nie jest puszysty, ale co to za różnica. Chodzi o smak i przyjemność, posiadania czy jedzenia bardziej, czegoś innego od suchych paluszków. Istotne jest tu też towarzystwo najbliższych, którzy tak samo jak ty rozsmakowują się w tym rarytasie niecodzienności i do tego w poczuciu, że zrobione to było z myślą o nich. Chwalą dobry wypiek. Co dodatkowo wzmacnia walory niecodziennego dnia. Człowiek staje się szczęśliwszy, bo jego praca przyniosła nie tylko efekt dobrego smaku, ale przyjemność pochwał od najbliższych, co cenimy więcej niż inne pochwały. Mam nadzieję, że ciasto pojawi się za jakiś czas w spisie rzeczy, raczej potraw do zrobienia i znów zachwyci mnie i najbliższych.
Najbardziej lubię ziemniaki z dynią i dobrze upieczonym kurczakiem. Ale musi być miękki, kruchy i soczysty. Do tego przydało by się mieć jakiś sok. Najlepszy z truskawek, ale bez owoców, sam sok, właściwie kompot. Do tego odpowiednie by było drugie danie. Niekoniecznie musi być to rosół. Może jakaś pomidorowa z ryżem. Wolę raczej najpierw ziemniaki, a później zupę. Człowiek naje się pierwszego dania i nie starcza mu miejsca na drugie. Do tego podwieczorek i to koniecznie galaretka z bitą śmietaną i odrobiną czekolady. Pychota. Oczywiście najlepiej popija się dobrą herbatką. Koniecznie po takim obiedzie trzeba się przejść i to na długi spacer. W końcu to środek dnia, a przed nami ciasto i kolacja. Nie można zaniedbywać podniebienia, a żołądek przyzwyczaja się też do pewnego stylu jedzenia i godzin posiłków. Oczywiście tu już nie opowiem co na deser z ciasta. Stanę jedynie na kolacji złożonej z sześciu kawałków chleba z masłem, szynką, pomidorem do tego majonez na pomidora i odrobina keczupu, no i herbatka.
Jeśli ktoś lubi zupy i nie boi się wiatrów, to zapraszam na grochówkę. Oczywiście polecam groch łuskany. Najlepiej smakuje. Przedtem jednak zalecam umycie go w letniej wodzie. Kolejny etap to przygotowanie kawałka mięsa, najlepiej sprawdza się boczek wędzony. Ugotujcie go w wodzie. Nie solić. Gdy woda będzie wrzeć wrzucić należy do niej kostkę rosołową lub dwie, w zależności ile zupy gotujecie. Następnie wrzuca się groch. Musi się gotować tak długo, aż będzie nie tylko miękka, ale lekko się rozgotuje. Trzeba międzyczasie obrać i pokroić w drobną kosteczkę ziemniaki oraz marchewkę. Wrzucamy do garnka i gotujemy. Pod koniec możemy pokroić mięso na kosteczki i do wody dodać trochę majeranku, tak do smaku. Można dodać kiełbasę. Może to nie rarytas ale zupa jak znalazł jeśli nie możemy wymyślić nic konkretnego na obiad, a mamy groch, marchew i ziemniaki. Oczywiście nie trzeba znowu mieć mięsa. Można ugotować na zwykłej kostce. Wówczas jednak doprawcie solą do smaku. No i nie zapomnijcie o pieprzu, ale nie za dużo.
1) Kuchnia poznańska serwuje dziś szagówkę czyli poznańskie kopytka. Wystarczy do tego mieć pół kilograma mąki, cztery sztuki ziemniaków, koniecznie ugotowanych i obranych. Do tego jedno jajko i cebulkę. Jak to zrobić? Cebulę należy pokroić w krążki. Wymieszać ugotowane ziemniaki z jajkiem. To wszystko ugnieść i uformować w kształcie wałka. Następnie pokroić pod kątem ok. 45 stopni. W międzyczasie zagotować osoloną wodę. Następnie wrzucić do niej pokrojone kopytka. Gotować aż nie wypłyną. Cebulę podsmażyć na patelni. Najlepiej zastosować do tego masło. Gdy cebula dostanie złoty kolor polać tym kopytka. Najlepiej podać z kwaśnym – zsiadłym mlekiem. Oczywiście można podawać i bez cebulki, ale to już nie będą poznańskie kopytka. To kolejna potrawa, którą można podawać w piątki jeśli pościmy. Pamiętajcie, że kopytka są tuczące i nie warto robić ich zbyt dużo. Odsmażane nie smakują już tak jak te świeże. Spróbujcie też podawać z jakimś mięsem, np. gulaszem. To urozmaici kuchnie i ciągłe podawanie ziemniaków w tradycyjnej formie.
Zaserwuję wam niespodziankę. Zaskoczycie swoich znajomych i rodzinę. Zasmakujecie w zupełnie innym połączeniu smaków, które zapewne się wam spodoba. Zaczynamy. Filet rybny kroimy wzdłuż na pół. Kroimy na kawałki. Następnie solimy i skrapiamy sokiem z cytryny. Wkładamy do lodówki. Międzyczasie oczyszczamy kapustę i gotujemy ją 5 minut w osolonym wrzątku. Wyjmujemy z wody i przelewamy zimną wodą. Wycinamy główny nerw i odcinamy liście. Następnie siekamy koperek, część odkładamy, a część mieszamy z chrzanem i masą cienko smarujemy każdy liść. Wkładamy kawałek ryby i formujemy gołąbki. Później siekamy drobno cebulę i podsmażamy na łyżce oleju. Resztę oleju wlewamy do rondla i wkładamy gołąbki. Solimy i obsmażamy z każdej strony. Dodajemy cebulę i wlewamy bulion oraz śmietanę. Dusimy całość jakieś 20 minut. Gotowe gołąbki kładziemy na talerze. Można udekorować całość kawałkami cytryny i koperkiem. Podajemy z chlebem lub ziemniakami, jak kto woli.